Ewa Rumin, mieszkająca i tworząca w Jamnicy niedaleko Nowego Sącza, w swojej ceramice łączy rzemiosło artystyczne z duchowością, tworząc prace o tematyce religijnej. Jej dzieła zachwycają nie tylko formą, ale także skłaniają do refleksji i kontemplacji. W rozmowie artystka opowiada o swojej drodze twórczej, inspiracjach oraz roli wiary w procesie tworzenia.

I. Edukacja i droga artystyczna
Ewo, jak wyglądały Twoje początki wchodzenia w świat ceramiki i wykonywania tego zawodu?
Ewa Rumin: Początki mojej pracy z ceramiką to zwykła dziecięca zabawa. Ziemia, kamyki, szkiełka – wszystko, co znalazło się pod ręką. Rzeka życia zatoczyła wielkie koło i dziś jestem właściwie w tym samym miejscu – w przestrzeni dziecięcej radości tworzenia.
Kto pomógł Ci znaleźć właściwy kierunek?
ER: W szkole podstawowej miałam wspaniałego nauczyciela plastyki – malarza Leopolda Rogowskiego. To on mnie uczył, wspierał i ukierunkował, bym podjęła naukę w Liceum Sztuk Plastycznych w Nowym Wiśniczu. Nauka trwała pięć lat i wiązała się z mieszkaniem w internacie. W tamtym czasie były trzy specjalizacje: sztukatorstwo, tkactwo i ceramika. Można powiedzieć, że to ceramika wybrała mnie J
Co najbardziej zapamiętałaś z czasu nauki w liceum?
ER: Atmosferę. Klimat, który tam panował, wspominam z ogromnym sentymentem – może z wyjątkiem lekcji języka rosyjskiego. Stare mury, piękne posadzki, na ścianach prace dyplomowe absolwentów – to miało w sobie niepowtarzalny klimat tego miejsca. Zapach terpentyny, gipsu i gliny. Młodość, pierwsze miłości. Pięć wiosen i pięć zim – to był naprawdę długi, intensywny czas, jeszcze sprzed epoki internetu; całą wiedzę czerpaliśmy wówczas z książek i albumów.
A wszystko w tak malowniczym miejscu jak Nowy Wiśnicz, z widokiem na Zamek Lubomirskich.

Czy pamiętasz nauczyciela, który wywarł na Ciebie szczególny wpływ? Jeśli tak, opisz, dlaczego był dla Ciebie ważny.
ER: Trafiłam do pracowni profesor Krystyny Jarczewskiej. Uczyła nas solidnych podstaw warsztatu: szkiców wstępnych, projektowania, przygotowania gliny. To była ciężka, fizyczna praca – glinę trzeba było wyrobić ręcznie, oczyścić z kamieni, a dopiero potem przystąpić do realizacji zgodnie z projektem. Liczyła się dokładność i dyscyplina.
Było to prawdziwe przygotowanie do zawodu – najczęściej do pracy w zakładach ceramicznych, których w Polsce było wtedy wiele: w Bochni, Ćmielowie, Bolesławcu, Chodzieży czy Tułowicach. W tych miejscach odbywaliśmy także praktyki.
Na szalone, artystyczne pomysły – „tu przyciąć, tam dokleić” – pani profesor powtarzała, że przyjdzie jeszcze czas. I miała rację. Uczyła nas cierpliwości oraz szacunku do rzemiosła. Była też bardzo dobrym człowiekiem, co miało wpływ na atmosferę w pracowni.
Kiedy i w jakich okolicznościach pojawiło się u Ciebie zainteresowanie tematyką religijną w sztuce?
ER: W Nowym Wiśniczu poznałam swojego męża Roberta, który jest ikonopisem. W naturalny sposób język ikonografii przemówił także do mnie.

II. Twórczość, proces i duchowość
Czy Twoja pracownia jest Twoim miejscem szczęścia?
ER: Tak, moja pracownia mieści się w domu, więc mam pod ręką wszystko, co jest potrzebne do pracy twórczej. To nie tylko narzędzia, lecz także kochający mąż i plątający się pod nogami kot, zapach gotującego się obiadu oraz ogród za oknem. Wszystkie te elementy składają się na przestrzeń pełną inspirujących bodźców i tworzą moje szczęśliwe miejsce.
O czym myślisz, formując przedmiot lub obiekt?
ER: Pracując nad każdą formą ceramiczną, przede wszystkim myślę o poprawności warsztatowej. Najpierw pojawia się pomysł, potem wybieram odpowiednią glinę i gromadzę narzędzia, które będą mi potrzebne. Zastanawiam się także, jak właściwie zabezpieczyć pracę folią przed zbyt szybkim wysychaniem.
Na każdym etapie pojawiają się niespodzianki, więc wciąż jest o czym myśleć – choćby o tym, jakiego użyć szkliwa. Temat pracy również kieruje moje myśli: kiedy tworzę urnę, siłą rzeczy rozważam kwestie przemijania i śmierci; gdy lepię cukierniczkę, myślę o kawie. Trudno więc odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie.


Ewo, projektujesz różnorodne naczynia – od mis po patery – oraz inne dekoracje do wnętrz. Jednak większość Twojej twórczości stanowią ceramiczne suknie dla ikon malowanych przez Twojego męża, Roberta. Jak wygląda proces ich tworzenia – od kształtu, przez dobór wzorów, aż po najdrobniejsze detale?
ER: Opiszę proces tworzenia pracy, która jest obecnie na moim warsztacie.
Najpierw pojawia się zachwyt. Tym razem zachwycił mnie wizerunek i nazwa ikony: Matka Boża „Wonny Kwiat”. Jest ona symbolem dziewictwa, czystości i nieskalaności. W prawej dłoni dzierży kwitnące berło przypominające palmę wielkanocną, a drugą ręką podtrzymuje małego Jezusa.
Następnie szukam – lub zamawiam u stolarza – solidną deskę. Przygotowuję szkic w skali 1:1. Na tym etapie opracowuję projekt jako płaskorzeźbę: określam, które miejsca będą wypukłe, a które wklęsłe. Planuję rozwiązania kolorystyczne powierzchni, dobieram odpowiednie szkliwa, angoby i tlenki, których użyję w tej pracy.

Kolejny etap to formowanie gliny. Dobrze wyrobioną glinę wałkuję i wycinam kształt zgodnie z projektem. Miejsca przeznaczone na twarze i ręce wycinam całkowicie. Następnie zaczynam modelować powierzchnię szat, ornamenty korony, kwiaty i korale – używając różnych narzędzi, dłoni oraz odcisków. Praca schnie około dwóch tygodni.
Przed pierwszym wypałem – na biskwit w temperaturze 930°C – niektóre fragmenty maluję angobami. Drugi wypał, w temperaturze 1150°C, jest już wypałem szkliwnym i to on decyduje o ostatecznej tonacji oraz kolorystyce całości. Wszystko dopełnia trzeci wypał w temperaturze 700°C – wtedy nakładam 24-karatowe złoto w takich miejscach jak korona, aureola czy wybrane ornamenty.

Po zakończeniu wypałów do pracy przystępuje mój mąż – malarz ikon. Przygotowuje miejsca przeznaczone na twarze i ręce: gruntuje je, szlifuje i maluje. Po zawerniksowaniu przyklejamy ceramiczną szatę do drewnianej deski specjalnym klejem. Ze względu na ciężar całości dodatkowo zabezpieczamy pracę metalowymi hakami.
Jak opisałabyś swój styl?
ER: Moje inspiracje twórcze wywodzą się ze sztuki ludowej. Pamiętam odpusty i jarmarki, na których sprzedawano ceramiczne naczynia codziennego użytku, okarynki, figurki z czerwonej gliny, koguty oraz gipsowe świątki. Podziwiałam je także w starych domach – również w moim rodzinnym. Wisiały tam oleodruki przedstawiające Serce Jezusa i Serce Maryi, pięknie ozdobione kwiatami z bibuły, papieru i gąbki.
Prostota i szczerość przekazu sztuki ludowej, zwanej także sztuką pobożną, są tym, z czym najmocniej się identyfikuję i co staram się wyrażać w swoich pracach.

Ceramika daje nieskończone możliwości twórcze. W jaki sposób Ty z nich korzystasz?
ER: W swojej pracy nie szukam warsztatowej powtarzalności ani doskonalenia wciąż tej samej formy. Bliskie są mi eksperymenty i nieustanne poszukiwanie nowych efektów. Ceramika – ze względu na swoją złożoną i wymagającą technologię – daje ku temu ogromne możliwości.
Lubię przekraczać granice: łączyć różne faktury, testować nowe zestawienia szkliw, sprawdzać, jak ogień wydobędzie kolor i strukturę. Każdy etap to dialog z materią, która żyje, reaguje i potrafi zaskoczyć.
Każdy wypał jest potencjalną niespodzianką – i właśnie to jest w nim najbardziej ekscytujące.

Jakie materiały, poza gliną, fascynują Cię najbardziej? Czy są takie, z którymi jeszcze nie pracowałaś, a chciałabyś spróbować?
ER: Witraż. To także wspomnienie kolorowych szkiełek na werandzie w starym domu i przenikania się światła w zależności od pogody. W ceramice również używam szkła jako dodatku, by podkreślić głębię koloru.
Jaką rolę odgrywa wiara i tradycja w Twojej twórczości ceramicznej?
ER: Wiara i tradycja są dla mnie fundamentem, dlatego inspiracje czerpię z niezwykle bogatej i pięknej sztuki sakralnej.

W swojej twórczości łączysz rzemiosło artystyczne z duchowością. Czy inspirujesz się konkretnymi postaciami, symbolami lub wydarzeniami religijnymi?
ER: Dla mnie niewyczerpanym źródłem twórczych poszukiwań oraz inspiracją do działań artystycznych są biblijne postaci i określenia odnoszące się do Trójcy Świętej, Matki Bożej, Aniołów i Świętych. Takie określenia jak: „Raj niebiański”, „Ostatni Adam”, „Chleb Życia”, „Dobry Pasterz”, „Baranek Boży”, „Niewiasta obleczona w słońce”, „Niewiędnący Kwiat”, „Niosąca Ducha” – pobudzają wyobraźnię i prowadzą do powstawania nowych form oraz projektów. Każde z tych słów niesie w sobie obraz, symbol, światło.

Jak wygląda to w praktyce?
ER: Ikony, dla podkreślenia ich znaczenia i duchowej wartości, były ubogacane złotymi i srebrnymi ozdobami – tzw. ryzą lub okładem. Ten sposób myślenia o obrazie jest mi bardzo bliski. Często pracuję wspólnie z mężem – on wykonuje warstwę malarską, a ja ubogacam ją ceramiczną formą, tworząc swoistą „szatę”.
Kolorem królewskim jest złoto – symbol światła, świętości, wieczności i chwały.
Ważna jest też w czasie pracy symbolika kolorów. Kolor złoty określa Bożą obecność. Kolor czerwony, purpura symbolizuje królewskie pochodzenie. Kolor niebieski odnosi się do nieba. Kolor zielony… Duch Święty, nowe życie. Kolor ochry symbolizuje ziemię.

Która z Twoich prac ma dla Ciebie szczególne znaczenie?
ER: Wszystkie wymagały czasu, pracy, natchnienia, uważności. Na przestrzeni lat widać, że te pierwsze mają więcej błędów technicznych, a te nowsze są bardziej dopracowane. Każda jest inna, jedyna w swoim rodzaju i jest punktem wyjścia by zrobić jeszcze doskonalszą.
III. Odbiór, znaczenie i przyszłość dla twórczości
Jak reagują odbiorcy na Twoją ceramikę o tematyce religijnej?
ER: Każdy reaguje indywidualnie. Wiele zależy od tego, z jakiej perspektywy ktoś patrzy na moje prace – czy dostrzega przede wszystkim walory artystyczne, analizuje je pod kątem technicznym, czy też odbiera je w wymiarze duchowym.

Czy zdarza Ci się, że Twoje prace – zwłaszcza Matki Boskie – trafiają do kapliczek lub kościołów, czy raczej trafiają do prywatnych kolekcji?
ER: Raczej kieruję swoje prace do odbiorców indywidualnych.
Czy uważasz, że sztuka religijna ma dziś szczególne znaczenie?
ER: Sztuka religijna zawsze ma sens, ponieważ odwołuje się do spraw duchowych. Porusza podstawowe pytania ludzkości: skąd przybywam, kim jestem i dokąd zmierzam? Była obecna w kulturze i cywilizacji od zawsze – i wciąż pozostaje ważnym językiem rozmowy o tym, co najgłębsze i najistotniejsze.

„Opowiadanie siebie jest egzystencjalną potrzebą człowieka” – powiedział Twój ulubiony pisarz, Wiesław Myśliwski. Ewo, jakie historie o sobie przekazujesz przez swoją ceramikę?
ER: Przez swoją ceramikę opowiadam o rzeczach pięknych. O powrocie do wspomnień z dzieciństwa – pełnego słońca, wolności, kolorów i zapachów.
Opowiadam także o potrzebie wyrażania wartości religijnych, które są dla mnie najważniejsze i którymi kieruję się w życiu.
To również historia o miłości oraz o ludziach, którzy mnie otaczają – dają mi poczucie bezpieczeństwa i budują moją pewność siebie.
Co w ceramice fascynuje Cię najbardziej jako medium do realizacji swoich projektów?
ER: W trzech punktach: nowe szkliwa, nowe gliny, nowe tematy. Jak wspomniałam wcześniej, bardzo lubię być zaskoczona efektem końcowym, dlatego stale poszukuję nowych zestawień szkliw. Rodzaj użytej gliny decyduje o fakturze, kolorze i strukturze po wypale, a nowe połączenia dają efekt zaskoczenia. Tematy i koncepcje powstają z obserwacji natury, światła i koloru. Tematyka prac zmienia się równolegle z moimi bieżącymi zainteresowaniami.

A kiedy masz wolny czas, czym jeszcze lubisz się zajmować oprócz ceramiki?
ER: Latem praca w ogrodzie, zimą morsowanko. Radość czerpię z codziennych, prozaicznych czynności.
Opowiedz nam o swoich planach na przyszłość.
ER: Nie planuję, życie płynie jak rzeka. Mam nadzieję, że nigdy nie zabraknie mi radości z tworzenia, bo tematów do odkrycia i opowiedzenia jest przecież nieskończenie wiele.
Dziękuję Ewo za inspirujący wywiad, pełen pasji, wrażliwości i artystycznej refleksji.
*
Wywiad przeprowadzony w lutym 2026 r.
Rozmawiała Joanna Zawierucha-Gomułka / Rzeczy Piękne, zdjęcia Bartosz Cygan.
Wywiad zrealizowany na zlecenie krakowskiej Fundacji Burza Mózgów.


Comments: no replies